Grażyna poleciała dzień wcześniej niż pozostali na urodziny swojej byłej teściowej. Ledwo opadła na fotel w samolocie, wzdrygnęła się – ktoś właśnie zawołał ją po imieniu.
Jej palce zacisnęły się na pasku torebki, gdy stała w kolejce do odprawy. Do urodzin byłej teściowej został jeszcze jeden dzień, ale Grażyna celowo wybrała wcześniejszy lot. Wiedziała, że Grzegorz jak zwykle będzie wszystko odwlekał; prawdopodobnie poleci dopiero następnego ranka. Minęły trzy lata od rozwodu i przez cały ten czas udawało im się mieszkać w tym samym mieście, ani razu na siebie nie wpadając. Teraz Grażyna mniej niż kiedykolwiek chciała zakłócić tę krucha równowagę.
Miejsce 12A – przebiegła wzrokiem po bilecie. Przy oknie, tak jak lubiła. W samolocie sięgnęła po książkę, jak zawsze: nową powieść, którą zaczęła wczoraj i od której nie mogła się oderwać. Historia o miłości, zdradzie i przebaczeniu. Kiedyś unikała takich historii, ale czas leczył rany.
– Grażyna? – Ten znajomy głos sprawił, że wzdrygnęła się. Co za zbieg okoliczności.
Powoli podniosła wzrok. Grzegorz stał w przejściu, trzymając rączkę walizki. Równie zadbany jak kiedyś, w swojej ulubionej szarej marynarce. Tylko przy skroniach pojawiło się trochę siwizny, której wcześniej nie zauważyła.
– Ty zawsze przecież się spóźniasz – wyrwało się jej zamiast powitania.
– A ty zawsze wszystko planujesz z wyprzedzeniem – odpowiedział z uśmiechem i wyciągnął bilet. – Hm. 12B.
Grażyna poczuła, że policzki jej płonęły. Trzy godziny lotu obok mężczyzny, którego przez te wszystkie lata starannie unikała. Los chyba postanowił sobie z nimi zażartować.
– Mógłbym się z kimś zamienić – zaczął Grzegorz.
– Daj spokój – przerwała mu Grażyna. – Jesteśmy dorośli.
Grzegorz skinął głową i usiadł obok. Znajomy zapach jego wody po goleniu powiał w jej stronę i uderzył ją prosto w serce. Ile razy budziła się z tym zapachem?
– Jak praca? – zapytał po starcie, gdy cisza stała się nie do zniesienia.
– Dobrze. Otworzyłam własne studio jogi – odpowiedziała spokojnym głosem. – A ty? Dalej tam pracujesz?
– Nie, przeszedłem do doradztwa. Pamiętasz, że zawsze o tym marzyłem?
Oczywiście, że pamiętała. Pamiętała też wieczne kłótnie w tej sprawie. Ona bała się zmian, on ich pragnął. Teraz, lata później, każde dostało to, czego chciało. Dlaczego więc serce tak ją bolało?
– Mama będzie zachwycona, kiedy cię zobaczy – powiedział Grzegorz po chwili. – Nadal trzyma ceramiczny wazon, który podarowałaś jej na ostatnie urodziny.
– Bożena zawsze była… – Grażyna zawahała się, szukając właściwych słów. – …taka dobra dla mnie.
– Nawet po rozwodzie mówiła, że byłaś najlepszą synową, jaką można sobie wymarzyć.
Grażyna poczuła łzy pod powiekami. Sięgnęła po książkę, żeby ukryć wzruszenie.
– Co czytasz? – Grzegorz zerknął na okładkę.
– Czas przebaczenia – odpowiedziała i oboje zamilkli, gdy dotarła do nich ironia tego tytułu.
Resztę lotu spędzili w ciszy, ale to była inna cisza – nie napięta jak struna, lecz niemal swojska, jak dawniej. Kiedy samolot wylądował w Warszawie, Grzegorz pomógł jej wyjąć torbę z górnej półki.
– Podzielimy się taksówką? – zaproponował. – I tak jedziemy w tę samą stronę.
Grażyna zawahała się. Trzy lata temu rozstali się, przekonani, że nigdy więcej nie staną obok siebie. A jednak tu byli i świat się nie zawalił.
– Dobrze – skinęła głową. – Ale ja pilnuję nawigacji, bo jak zwykle będziesz się kłócił z techniką.
Grzegorz się roześmiał i ten znajomy śmiech sprawił, że coś w niej drgnęło. Może czasem trzeba pozwolić przeszłości odejść, żeby teraźniejszość mogła być jaśniejsza?
Kiedy wychodzili z samolotu, uświadomiła sobie, że pierwszy raz od dawna nie żałowała przypadkowego spotkania. Przed nimi były urodziny, odświętnie nakryty stół i niepewne spojrzenia krewnych. Ale teraz wiedziała, że sobie poradzą. W końcu zawsze to potrafili.
Taksówka kluczyła wieczornymi ulicami Warszawy. Grażyna, zgodnie z obietnicą, pilnowała trasy, podczas gdy Grzegorz siedział obok, oddzielony od niej tylko torbą na środkowym siedzeniu.
– Teraz w prawo – powiedziała Grażyna i Grzegorz musiał się uśmiechnąć: znała drogę do jego rodziców lepiej niż on sam.
– Pamiętasz, jak pierwszy raz jechaliśmy do mamy? – zapytał nagle. – Byłaś wtedy cały czas taka zdenerwowana.
– Jasne! – prychnęła Grażyna. – Przez zdenerwowanie przebierałam się trzy razy. Chciałam zrobić dobre wrażenie.
– A potem oblałaś się zupą.
Oboje się roześmiali i przez chwilę czas jakby się zatrzymał. Ale taksówka stanęła przed znajomym domem i ta chwila rozpłynęła się w zmierzchu.
Bożena przywitała ich w drzwiach i uniosła ręce ze zdziwienia.
– Przyjechaliście razem? Co za niespodzianka!
– Przypadkiem spotkaliśmy się w samolocie – wyjaśniła szybko Grażyna, widząc w oczach byłej teściowej iskierkę nadziei.
– Wchodźcie, wchodźcie! Grażyno, przygotowałam twój pokój, ten sam co zawsze.
Grażyna znieruchomiała. Jej pokój – sypialnia na piętrze, w której zawsze mieszkali z Grzegorzem, kiedy przyjeżdżali w odwiedziny. Gdzie poranne słońce malowało na tapecie figlarne wzory, a z okna było widać starą jabłoń.
– Mamo, może jednak lepiej wezmę pokój gościnny? – próbował Grzegorz.
– Żadnych dyskusji! – ucięła Bożena. – Jutro śpią tam goście. Grażyna zostaje w sypialni, a ty w swoim starym pokoju. Wszystko jak dawniej.
Jak dawniej – te słowa odbijały się echem w myślach Grażyny. W rzeczywistości nic nie było takie jak dawniej, ale z Bożeną żadne z nich nie śmiało dyskutować.
Wieczór minął na przygotowaniach do przyjęcia. Grażyna pomagała w kuchni, a Grzegorz na strychu przebierał stare pudła – zadanie, które matka od dawna mu zlecała. Świadomie unikali bycia sam na sam, ale pod jednym dachem to wcale nie było łatwe.
W nocy Grażyna długo nie mogła zasnąć. Łóżko wydawało jej się za duże, za puste. Za ścianą, w jego dawnym pokoju, skrzypiała podłoga – najwyraźniej Grzegorz też nie spał. Rozpoznała te dźwięki: trzy kroki do okna, cztery z powrotem. Tak zawsze chodził, kiedy o czymś myślał.
Nagle zrobiło się cicho. Grażyna odwróciła się na bok i spojrzała w okno. Jabłoń szumiała na wietrze i przez chwilę wydawało jej się, że te ostatnie trzy lata…







